Człowiek od BHP Martin Kollár

Oznakowanie tras to dla Was oczywistość? Zauważyliście barierki, oznakowanie w niebezpiecznych miejscach, czyste tablice informacyjne i inne oznaczenia, dzięki którym jazda jest przyjemniejsza i bezpieczniejsza? Za to wszystko i wiele innych rzeczy w ośrodku Jasná - Tatry Niskie odpowiada pracownik utrzymania i bezpieczeństwa tras. Spędziliśmy z nim jeden dzień w pracy.

Martin Kollár (l.39) nie jest zwykłym „człowiekiem od BHP”. Nie urodził się w górach, nie dorastał w nich, ale mimo to jest z nimi mocno związany. Spędziliśmy z nim cały dzień, od kontrolnego przejazdu kolejką aż do zamknięcia ośrodka. Towarzysząc mu w codziennych obowiązkach, udało nam się porozmawiać i dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy.

Początki i wojaże.

Pochodzi z Bratysławy, ukończył projektowanie mebli i historię wzornictwa przemysłowego. Przez większość życia podróżował, pracował i podziwiał inne kraje. Po szkole wyruszył w góry. Naprawiał schroniska, nosił materiały i wykonywał różne prace związane z pobytem w górach. Później wyjechał za granicę. Anglia, Irlandia, Francja i inne kraje Europy, a nawet Australia. Zaczynał od zera, ale zawsze wspinał się wyżej i wyżej. Po latach spędzonych za granicą znalazł swoje miejsce w wiosce Malužiná pod Chopokiem.

Malužiná? Z wielkiego świata do wioski pod Chopokiem?

 

"Martin: Tak, z zagranicznym bagażem doświadczenia zawodowego na plecach postanowiłem spełnić swoje marzenie. Kupiłem domek w wiosce Malužiná."

Tu właśnie zaczęła się jego przygoda z ośrodkiem Jasná – Tatry Niskie. Martin od wczesnego dzieciństwa lubił góry, przyrodę i pracę na świeżym powietrzu. Ponieważ miał za sobą kurs kierowcy pojazdu gąsienicowego, zgłosił się do obsługi ratraku w ośrodku. Wówczas pojawiła się ciekawa szansa na pracę przy utrzymaniu tras. Skorzystał z niej, choć początki wcale nie były łatwe. Najpierw przez pewien czas pracował po północnej stronie, dopiero później przeszedł na południową. "Bratysławianin mieszkający w Malužinej, oddelegowany z Liptowa do Doliny Górnego Hronu." To była prawdziwa próba ogniowa. Ale jak mówi: „ludzie są dobrzy, jeśli jest się dla nich dobrym” i tak przeniósł się na południe. Musiał zawalczyć o swoją pozycję. Pokazać starszym, bardziej doświadczonym kolegom swój zapał, przekonać ich do swoich umiejętności i pokazać, że mają wspólny cel. Cały sezon zastanawiali się, czy wytrzyma. Wytrzymał.

Dlaczego właśnie Jasná – Tatry Niskie, dlaczego nie inny ośrodek?

Od wczesnego dzieciństwa, odkąd pierwszy raz zakosztował jazdy na snowboardzie i nartach, szusował na Chopoku. Częściej wybierał południową stronę, gdzie było bliżej z Bratysławy. Piękne góry, wspaniałe otoczenie, to wszystko go oczarowało. Dlatego kupił dom w Malužinej. Żeby mieć podobną odległość do północnej i południowej strony Chopoka. Praktyczne.

Czym właściwie jest utrzymanie i zapewnienie bezpieczeństwa tras?

Do obowiązków Martina należy kontrola tras po południowej stronie Chopoka jeszcze przed oficjalnym otwarciem ośrodka. Musi sprawdzić, czy trasy są przejezdne, czy paliki są oczyszczone od nawianego śniegu i lodu, czy oznakowanie jest prawidłowo zamocowane i dobrze widoczne. Czy na stokach nie ma nierówności, które mogłyby utrudniać szusowanie, odsłoniętych kamieni i czy trasa jest bezpieczna. Tym wszystkim zajmuje się jeszcze przed uruchomieniem kolejek dla odwiedzających. O 7:30 odbywa kontrolny przejazd kolejką, a następnie rusza na przegląd tras. Pierwsza w planie jest niebieska 34C, najpopularniejsza wśród mniej zdatnych narciarzy i skialpinistów. Jej trudność polega na tym, że jest prosta i biegnie grzbietem, gdzie bywa bardzo wietrznie. Dlatego trzeba zachować ostrożność. Oczywiście pomaga też odwiedzającym. W razie kontuzji udziela pomocy, jeśli to konieczne - wzywa górskie pogotowie ratunkowe. Chętnie doradza i pomaga.

Ktoś mógłby powiedzieć „świetna praca, jeździ sobie w te i wewte, czasem coś posprawdza”. Nic bardziej mylnego. W ciągu jednego dnia Martin przejeżdża na nartach średnio ok. 50 kilometrów. W niektóre dni trochę mniej, ale za to często znacznie więcej. W pracy w górach spędza około 165 dni w roku. Od początku do końca sezonu. Jeśli to zsumować, okazałoby się, że przebył na nartach tysiące kilometrów. A ile palików dziennie wbija? Przeciętnie ok. 250, niektóre tylko odśnieża, ale większość trzeba wbić od nowa. Ale jego praca to nie tylko jazda na nartach. Niektóre odcinki trzeba przejść pieszo. Albo odpiąć narty i skontrolować trasę w samych butach.

Lato na leżaku? Ależ skąd!

Wprost przeciwnie, latem trzeba przygotować wszystkie stoki. Zasiać trawę na trasach, zainstalować bariery przeciwśnieżne, przygotować trasy zniszczone przez ciężki sprzęt. A także poszerzyć trasy – to ciekawa praca w terenie. A zima pokazała, że warto było się starać. To daje mu satysfakcję.

Z jakimi ciekawymi sytuacjami i problemami spotykasz się podczas pracy w ośrodku?

Martin: „Trochę martwi mnie fakt, że odwiedzający nie respektują oznakowania, ignorują polecenia pracowników ośrodka, jakby oznakowanie było „na ozdobę”. Często niszczą oznakowanie. Jeżdżą nie patrząc na innych. Tysiące ludzi, tysiące różnych historii i charakterów. Jeśli chodzi o ciekawe sytuacje, sporo ich było. Ostatnio na przykład dwaj skialpiniści, którzy przy wietrze o prędkości ponad 100 km/h wybrali się na Chopok. Mówiłem im, że taka pogoda nie jest dobra na wyprawy, odradzałem wyjście w góry i sugerowałem powrót. Stwierdzili, że nie ma problemu, że przywykli do takiej pogody. Zwracam uwagę, że to byli dorośli ludzie. Godzinę później spotkałem ich na Chopoku, w Rotundzie. Poprosili mnie, żebym ich zwiózł na dół. Jeśli nie możemy uruchomić dla nich kolejki, to oni zejdą sami, tylko czy możemy im pożyczyć gogle, bo swoje zostawili w samochodzie. Takich sytuacji jest mnóstwo – ludzie często przeceniają własne możliwości i nie doceniają potęgi przyrody. Częstym problemem jest nieodpowiedni sprzęt, nieprawidłowo założone buty narciarskie, niezapięte kaski, jazda bez gogli, dzieci zjeżdżające na ślizgach na Dereszach.”

Jak rozpoznać Martina? Zwyczajnie! Zawsze coś trzyma w rękach. Jakieś narzędzie albo paliki do wytyczania trasy. A jego głównym znakiem rozpoznawczym jest wykrzyknik na plecach. Możecie go zatrzymać i uciąć sobie pogawędkę – jemu będzie miło, a Wy dowiecie się czegoś ciekawego.